czwartek, 26 listopada 2015

Brak tytułu niestety.

O, witajcie.
Przykro mi że przypominam sobie o blogu tylko gdy mam zły nastrój. Tak się składa, że dzisiaj mam bardzo zły. To zabawne. Wczoraj udawałam, że mam zły, żeby dzisiaj z tego tytułu mieć same nieprzyjemności. Nie będę tego opisywać, generalnie nie zawaliłam, tylko za dużo gadałam..
Czuję się bardzo źle. Chyba nie powinnam się tym aż tak przejmować, ale taka już jestem. Nie potrafię walczyć z tym co mi się nie podoba, po prostu się chowam. Bardzo krzywdzą mnie inni ludzie. Może to ja siebie krzywdzę, bo nie potrafię z nimi rozmawiać. Mój charakter bardzo się zmienił. Żałuję praktycznie całego mojego życia, żałuję bardzo wielu decyzji, bo to przez nie jestem jaka jestem. Okazuje się, że nawet nie staram się tego zmienić. Ludzie mnie krzywdzą, a mi tak wygodnie. Wolę nie istnieć, niż być obiektem kpin. Dlatego chyba się wycofam. Powinnam porzucić wszystkie próby zaistnienia na nowo w naszej klasie? Na to wychodzi. Jest gorzej niż było, a nie to chciałam osiągnąć. Nie, zupełnie co innego. Tak wiele chciałabym w sobie zmienić, przepraszam wszystkich że musicie mnie oglądać.

piątek, 13 listopada 2015

Jestem głupia

Heh.
Jestem śmieszną osobą.
Nienawidzę faktu, że w oczach większości jestem głupia i pusta. Nie pocieszają słowa "Nie martw się, jesteś ładna". Bo sęk w tym, że uroda to gówno. Może trafić się nawet beznadziejnej osobie i nie czyni to z niej nikogo wyjątkowego. Doszłam też do wniosku, że nie mam przyjaciół :) Moja (ponoć) "najlepsza przyjaciółka" jest nią tylko wtedy gdy chodzi o głupoty i pośmianie się razem. Gdy przychodzi do tego, że jestem atakowana przez inne osoby nie usłyszę ani słowa w mojej obronie z jej ust. Co więcej, sama często przyłącza się do tego oczerniania. Co z tego, że "nie jestem gnębiona" (jak to błyskotliwie określiła). Nie trzeba być gnębionym, żeby czuć że grupa postrzega w tobie złą cechę z którą się nie identyfikujesz. Nie uważam siebie za głupią osobę. Może nie jestem najlepszą uczennicą, ale zdecydowanie nie powinno się wiązać czyichś ocen z jego kompetencją. Stereotypy. Oh, oczywiście  "to tylko stereotypy, nie przejmuj się". Cóż, pomimo powszechnie panującej opinii, ludzie jednak kierują się stereotypami. Blondynki. Naturalnie, są głupie. To wie każde dziecko mieszkające w tym kraju. Nikt jednak nie pomyślał skąd wziął się pomysł na taką ocenę. Więc ja Wam powiem. Gdybyście kiedyś jeszcze mieli ochotę nazwać kogoś "głupim" ze względu na kolor jego włosów, wiedzcie że od początku chodziło o plastikowe kobietki, boginie tipsów, doczepów i fanki samoopalaczy, które z jakiegoś powodu upodobały sobie kolor blond, jako kolor na który się farbują. Blond jest ładny, po prostu. Ma duże powodzenie u mężczyzn w tych stronach, bo wiadomo, "typowo słowiańska uroda". Więc żeby przypodobać się mężczyznom (bo głównie o to armia plastików zabiega) farbują się na blond. Więc teraz kolor blond, kojarzy się wszystkim z plastikiem i głupotą. Co z tego, że naturalne blondynki, lub te farbowane a inteligentne, mają przez to problemy? Tak jest i tyle. Osoby które twierdzą że blondynki nie są wcale poniżane, że są to tylko stereotypy, w które nikt nie wierzy, niech porozmawiają z jakąś blondynką i spytają czy nie czuje się z góry skazywana na koszulkę z napisem "głupia", niech zastanowią się czy spotykając jakąś jasnowłosą nie myśleli choćby przez chwilę, że jest płytka. Założę się, że tak. Dodam jeszcze, że zauważyłam iż gdy brunetka popełni błąd, przejęzyczy się, pomyli raczej jest to traktowane z przymrużeniem oka. Natomiast gdy blondynka popełni gafę, nie ma osoby która by jej to odpuściła. My blondynki mamy ciężko.

poniedziałek, 26 października 2015

Jestem do bani. Ewidentnie.

Hej dzieciaki :)
Dzisiaj będzie na smutno, właściwie nie sądzę, żebym była wesołą osobą. Nie wiem kim być. Nie potrafię odnaleźć PRAWDZIWEJ siebie, boję się, że straciłam ją bezpowrotnie. Każdego dnia mam inny nastrój, każdego dnia inne poczucie humoru. Są dni w które lepiej dogaduję się z jedną grupą osób, są dni w które lepiej dogaduję się z drugą. Ponadto, nie potrafię być jak moja klasa. Nie potrafię być tak beztroska,mam wrażenie, że coś ciągnie mnie na dół. Czy to balast, który sama sobie przyczepiłam? Nie jestem inteligenta, nie potrafię złożyć poprawnie zdania. Nie mam dobrych ocen, nie jestem w stanie błysnąć na żaden temat. Nie jestem też dobrym człowiekiem, zbyt często koncentruję się na sobie, zbyt często zaniedbuję wiele spraw, zbyt często wszystko niszczę. Od jakiegoś czasu jestem w stanie, który określiłabym "w każdym momencie mogę się rozpłakać". Wypala mnie moja szkoła, stresuje każdy dzień. Wypala mnie brak hobby, wypala mnie to, że nie ma osoby, która lubiła by mnie tak NAPRAWDĘ. Nawet moja rodzina.. Im starsza jestem, tym mniejszą darzą mnie sympatią. Mam dość osobliwe poczucie humoru i nie każdy jest w stanie je zrozumieć. Powiedziałabym, że wręcz dziecinne. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi, gdy staję naprzeciwko mojego kolegi z zamiarem powiedzenia czegoś do niego, w jego oczach widzę dokładnie to co o mnie myśli.. "głupia, żałosna dziewczyna". Widzę to w każdych oczach, w które przychodzi mi spojrzeć. Nie jestem lubiana. Nie lubi mnie nikt. Dla nikogo nie jestem ważna. Gdybym w tym momencie się rozpłynęła, nikt nie opłakiwałby tej straty. Jestem coraz bardziej obojętna w mojej klasie, coraz mniej liczę się w rodzinie, coraz mniej liczę się dla siebie. Nienawidzę tego, że jestem tym kim jestem, bardzo zazdroszczę innym ludziom. Podziwiam bardzo wiele osób, nawet z mojego najbliższego otoczenia, za to, że po prostu są. Bo wszystko robią dobrze. Ja jestem chyba najgorszą osobą jaką w życiu spotkałam.

czwartek, 1 października 2015

Bardzo bardzo poważny temat

Hej, cześć, witam.
Jestem do dupy. Też mi nowość. Może po prostu będę ignorować każdą tego typu myśl, bo musiałabym się tym przejmować całe życie. A szkoda go na takie duperele.
Zdałam sobie sprawę jaką wagę ma życie i jak łatwo je stracić w mniej lub bardziej makabryczny sposób. Myślę, że chociaż "wie" to każdy z nas i "nie odkryłam Ameryki", wiele osób tak naprawdę nie jest świadomym jak bardzo kruche jest życie. Samobójcy. Nie wiemy jak pomóc takim osobom, ale też.. czy próbujemy? Powinniśmy bardziej zwracać uwagę na innych ludzi, tak myślę. Często ciężko jest zauważyć, że ktoś wydaje się być bliski "pęknięciu". Ale gdy tylko zaczniemy zwracać uwagę na drobne rzeczy i przestaniemy widzieć tylko koniec własnego nosa, lub (wersja jakże oddająca postęp tehchnologiczny, a zacofanie społeczne) tylko ekran swojego Iphone'a, być może dostrzeżemy że coś jest nie tak. Najłatwiej powiedzieć jest "A co ja mogę zrobić? Chce sobie facet skoczyć, to skoczy." Chętnie posłuchałabym tych samych słów gdyby chodziło nie o sąsiada Stefana, a o własnego brata. Wciąż będziesz tak obojętny? Wątpię. Więc dlaczego, niech co inteligentniejsi odpowiedzą mi na to pytanie, dlaczego troską darzymy tylko swoich krewnych? Co takiego jest w pokrewieństwie, że ma tak wielką wagę? Czy to nie kwestia losowa? Czy sąsiad Stefan nie mógłby być naszym bratem? Oczywiście, że mógłby. Czy wtedy jego los byłby nam obojętny? Oczywiście, że nie.
Znieczulica, totalna znieczulica. Osobiście (ja, wielka fanka pokoju i braterstwa) zdzieliłabym każdą osobę, która nie uratowałaby komuś życia.. Chociaż byłaby w stanie. Jeżeli czyjeś życie leży w naszych rękach, nie zamykajmy ze spokojem okna, nie uciekajmy od miejsca zdarzenia, nie ignorujmy wołania o pomoc, ani nieprzytomnej osoby, ani człowieka który siedzi w depresji aż po czubek głowy.. bo najczęściej to my jesteśmy jego ostatnią nadzieją, a odcinając się od jego problemu, odcinamy się od bycia człowiekiem i oficjalnie, nie zdejmowalnie przypinamy sobie kartkę z napisem "potwór". Możemy ukrywać ją przed innymi ludźmi i każdego witać z pięknym uśmiechem na ustach, ale niestety nie ukryjemy jej przed samymi sobą.
Myślę, że czas najwyższy, by ludzie pojęli, że ŻYCIE to ŻYCIE. To ono jest miejscem gdzie pisze się cała nasza historia. Nasze rozterki, szczęście, plany i wspomnienia. Nie przechodźmy obojętnie obok osoby, której historia może się brutalnie skończyć. Pomóżmy innym ją rozwijać i sprawmy by zawierała jak najwięcej pięknych rozdziałów. Nie zamykajmy naszego życia tylko wokół pisania własnej. Inne są równie barwne.
Brakuje ludzi, którzy będą, niezależnie od wszystkiego, nieśli szczęście. Brakuje ludzi, którzy odwzajemnią uśmiech na ulicy, Brakuje ludzi, którzy spytają o samopoczucie. Brakuje ludzi, którzy nie będą cię oceniać. Brakuje ludzi, którzy pomogą, którzy wesprą, którzy przytulą. Brakuje ludzi, którzy są dobrzy, po prostu. Bądźmy tymi ludźmi. Dla innych.



wtorek, 18 sierpnia 2015

Wady



Witajcie ponownie! :)
Początek posta poświęcę temu, jak jestem z siebie dumna. Jest to pierwszy blog, którego tworzenie polubiłam. Ostatnio chętnie się do tego zabieram, czego żywym przykładem jest wpis w połowie wakacji :D
Muszę Was trochę rozczarować. Mój ostatni wpis, w którym poruszyłam temat "zmian".. no cóż, plany w nim zawarte nie doszły do skutku. Jestem chyba zbyt leniwa by zająć się czymkolwiek, poza siedzeniem przy komputerze. Tak to jest z tymi planami, że zdecydowanie łatwiejsze jest ich tworzenie niż realizacja. Nadal nie tracę nadziei, ze nadejdzie moment w którym pomyślę "czas ruszyć tyłek z domu". Nie wiem czy Was też czasem łapie taki leń. Trzyma i nie puszcza. Czasami trzeba po prostu subtelnie pomóc mu się "odczepić".. szturchnąć patykiem czy coś :D
Cóż, kolejny news. Ostatnio dużo jem. Myślę iż świadomość że nie muszę każdego dnia wyglądać idealnie tak na mnie działa. Oczywiście nie mówię że są to zdrowe rzeczy.. jak to ja, chwytam to co najbliżej.
Następna sprawa (trochę się u mnie działo :D), martwię się ostatnio o moje talenty. Słyszałam że nie "trenowane" z czasem zanikają, ale nie sądziłam że sprawdza się to w praktyce. Najgorzej chyba idzie mi ze śpiewaniem. Moja skala jest coraz bardziej ograniczona. 
 Zdałam sobie sprawę (wypisując uprzednio cechy wygląday i charakteru, dzieląc je na te, które lubię, a których nie).. że tak naprawdę, to nie mój wygląd jest moim największym mankamentem. Doszukałam się w nim zaledwie czterech cech, które są odpowiedzialne za moje kompleksy. Znacznie więcej pojawiło się w miejscu, gdzie wielkimi literami napisałam "CHARAKTER I UMIEJĘTNOŚCI". Zaokrągliłam tą liczę do pięciu wad, biorąc pod uwagę tylko te, które najbardziej utrudniają mi życie. Powstała z tego taka regułka :
(kolejność jest przypadkowa)
"1. Obsesja na punkcie wyglądu" (co prawda, od niedawna nie tak duża, ale nadal przesadzona). Myślę, że wzięło się to nie skąd indziej, a z społeczeństwa i jego współczesnych wymogów. Żyjemy w czasach, gdy wygląd stawia się ponad umysłem cz talentem. 
"2. Zazdrość" .. towarzyszy mi od najmłodszych lat.. i od najmłodszych truje życie.
 "3. Lenistwo" . Oczywiście. Gdyby nie ono, już dawno miałabym średnią 6.0, maksymalnie rozwinięte umiejętności i opanowane w stopniu mistrzowskim, .. i lepsze kontakty z połową rodziny.
"4. tzw. 'słaba silna wola' " . Podonie jak w punkcie wyżej. Gdyby nie ona, już dziś ważyłabym 31 kilo!
"5. Dziecinność". Czasem zachowuję się wręcz infantylnie, wstydzę się tego, gdy widzę jak poważni i dorośli są moi rówieśnicy. Głupie miny i tańce w autobusie. Tak, to zdecydowanie w moim stylu. Może to świat zwariował i jest ostatnio bardzo ponury, a może to mi odbiło i jest mi zbyt wesoło. Cóż, może czas zacząć pstrykać sobie słodkie selfiki i bawić się w te wszystkie Instagramy, Tumblery itd. zamiast cieszyć się z życia. 
To tyle na dzisiaj.  Wkrótce się odezwę. Jakie jest Wasze "5 najgorszych wad"? :D

poniedziałek, 13 lipca 2015

O wakacjach i trochę o książkach :)

Okej. Cześć.

Blog widzę nie żyje xd szkoda, miałam nadzieję na jakikolwiek odzew z Waszej strony, ale cóż, cudów nie ma. Więc czas na sprawozdanie z mojej nieobecności.

Wow. Byłam 10 dni w Sopocie. Czyż to nie piękne? Chill i sorbety B) Odpoczęłam, przemyślałam. Zmiany i jeszcze raz zmiany. Plany są, ale co z realizacją. Cóż.. wstałam dziś o 12 i cały dzień (do teraz) przesiedziałam w piżamie, grając w jakieś idiotyczne koty na komórce. "Klik klik klik"- na tym polega ta gra, może znacie :) Więc "ogólnie generalnie" jak to mam w zwyczaju mówić ja, i miliony osób: "od jutra". Od jutra, tak. Ale co ?

Przede wszystkim nie siedzieć w domu. To nie wakacje, to gnuśnienie pod kołdrą! :D Także wszystkie kiszone ogórasy wychodzą z domu i razem ze mną biorą się za emanowanie optymistyczną energią i zdrowym trybem życia! Łatwo mówić, trudniej zrobić? Niekoniecznie. Pomyślcie, jak długo czekacie na wakacje w czasie szkoły i czy warto teraz marnować je na to, co robicie. U mnie pomogło. Poza tym, podczas "Sopotowania" zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo lubię siedzieć na zewnątrz. Chodzić nadal nie lubię, ale bieganie to inna sprawa ;) Więc, oczywiście, startujemy z zapinkalaniem po bieżni w ślicznych, sportowych bucikach. Trzeba spalić te sorbety.

Jezu czuję śledzia xD Mamooooo...

Okej, śledź sobie poszedł, a ja nie muszę się skręcać w spazmatycznych bólach.

Oh, właśnie. Opowiem Wam nieco o książkach, które aktualnie czytam. Wiem wiem, nie o tym ten blog i nie ma tu żadnych "Was", gadam ze sobą :D Ciii...

Więc, książką za którą zaraz się wezmę jest "Królestwo czarnego łabędzia" Lee Carroll. Nie wiele mogę Wam na ten temat powiedzieć, w sumie poza opisem z tyłu książki i paroma stronami, wybranymi wybiórczo, nie obcowałam wcześniej z tą książką. Zaciekawił mnie język.. jakby to określić.. mniej potoczny, bardziej wyrafinowany. Bardzo lubię takie książki. Oprócz "Królestwa.." nie tak dawno temu wzięłam się za Lema. Tak tak, właśnie tego Lema. Znienawidzonego przez podstawówkowiczów, autora "haniebnych" "Bajek robotów" :D Niesłusznie. Przysięgam, nie ma książki, która wciągnęła mnie tak bardzo jak "Dzienniki gwiazdowe". Humor Lema, jego oryginalność, niesamowita kreatywność, wyobraźnia.. wyprzedził swoją epokę. Tak bardzo, że zaczęto zastanawiać się, czy faktycznie pisał do Stanisław Lem, czy któryś ze współczesnych pisarzy. Brawa dla Lema, wielkie brawa. Poświęcam Panu tyle słów w moim cudownym poście, na moim cudownym, popularnym blogu.. :D

Żegnam się z Wami i biorę się za książkę!

wtorek, 23 czerwca 2015

Wstęp

Postanowiłam wywalić wszystko co mnie męczy i wstawić tutaj. Nie wiem, czy kogokolwiek to zainteresuje. Nie taki jest cel tego bloga. Potrzebuję odskoczni od codzienności, potrzebuję.. rozmowy ze samą sobą. Może dowiem się wreszcie co takiego jest ze mną nie tak.

 Nie chcę się bawić w dwunastoletnią, tnącą się (lub przynajmniej twierdzącą że to robi) dziewczynkę, która ledwo wstała z podłogi i nauczyła się chodzić, a już określa swoją sytuację jako beznadziejną i sprowadzającą ją z powrotem na dół. Nie jest to potrzebne ani mnie, ani nikomu. I choć naprawdę lubię się nad sobą użalać, postaram się by ten blog przepełniony był największą dawką optymizmu i motywacji na jaką mogę sobie pozwolić.

Może niech ten "wstęp" jedynie będzie delikatnie przygnębiający. Dla mnie. Mam 15 lat. Oh, zaskoczenie. Nie chcę się bawić w dwunastolatkę, a sama niedawno byłam przy piersi. Może i (zgodnie z tym co słyszę) jestem minimalnie bardziej dojrzała od moich rówieśników, jednak zdaję sobie sprawę z tego że jestem małą gówniarą, nic nie wiem o życiu i jeśli nie przestanę się użalać nad moim, nie tak do końca tragicznym, życiem, naprawdę źle skończę. Prawda jest taka że wszystko mi wisi. Pustka emocjonalna i te sprawy. Zakochałam się rok temu i skończyło się bardzo nieprzyjemnie. Od tego czasu nic nie czuję. Nic mnie nie cieszy i nie spotykam się ze znajomymi. Kiedyś byłam duszą towarzystwa. Staram się, bardzo, by znowu tak było. Ten blog= motywacja. Tak to sobie wymyśliłam. Czas pokaże czy się nie myliłam.

Naprawdę nie mogę narzekać na moje życie, mieszkam z mamą, jej chłopakiem i siostrą. Młodszą. Wrzód na dupie, ale zaraża pozytywną energią jak nic. Ja sama, w dobre dni, jestem tętniącą szaleństwem i optymizmem fontanną. Nie lubię siebie, choć mam paru naprawdę dobrych przyjaciół, którym najwidoczniej moje wady nie przeszkadzają na tyle, by się ode mnie odizolować. Widocznie nie jest tak źle.

Tragicznie się odżywiam. Zero konkretów, same słodycze. Chcę schudnąć, ale gdy łapie mnie głód, moja "słaba silna wola" daje się we znaki i chwytam to co najbliżej. A że zwykle jestem wtedy w szkole, sklepikowe jedzenie jest jedynym co może mnie uratować. Plus fakt, że jestem leniwa. I nie chce mi się, potwornie mi się nie chce szykować czegokolwiek. Sięgam po to, co nie wymaga wielkiej pracy włożonej w przyrządzenie.

Jak wyglądam? Blondynka, 170 cm. Przeciętnej urody ( według mnie) jednak mój typ urody, choć nietypowy podoba się wielu osobom, nawet nieznajomym. Ale to o niczym nie świadczy. PONOĆ jestem szczupła. Oh, tak, zdecydowanie KIEDYŚ taka byłam. Nie powiem, że tylko narzekam. Wiem że od marudzenia nogi nie chudną. Ćwiczę, ale okazjonalnie. Nie mam chęci do wysiłku fizycznego. Ale wszystko się zmieni. Wszystkie zmiany wiążę z przeprowadzką.

Przeprowadzka. No tak. Planowana od roku, jednak przez wakacje (prawdopodobnie, a znając moja mamę bardzo wątpliwie) się ziści. Wrocław albo inne zadupie. Licho tam wie.
22:22 a ja jutro mam szkołę. Ostatni dzień właściwie. Pojutrze gala, a w piętek rozdanie świadectw i wziuuum jadę do Sopotu z tatą. Oczywiście wcześniej jeszcze trzy imprezy i spotkania klasowe, bo nie mogą dać mi spokoju i po prostu pozwolić się najzwyczajniej w świecie wyprowadzić oh.
DOBRANOC.