Postanowiłam wywalić wszystko co mnie męczy i wstawić tutaj. Nie wiem, czy kogokolwiek to zainteresuje. Nie taki jest cel tego bloga. Potrzebuję odskoczni od codzienności, potrzebuję.. rozmowy ze samą sobą. Może dowiem się wreszcie co takiego jest ze mną nie tak.
Nie chcę się bawić w dwunastoletnią, tnącą się (lub przynajmniej twierdzącą że to robi) dziewczynkę, która ledwo wstała z podłogi i nauczyła się chodzić, a już określa swoją sytuację jako beznadziejną i sprowadzającą ją z powrotem na dół. Nie jest to potrzebne ani mnie, ani nikomu. I choć naprawdę lubię się nad sobą użalać, postaram się by ten blog przepełniony był największą dawką optymizmu i motywacji na jaką mogę sobie pozwolić.
Może niech ten "wstęp" jedynie będzie delikatnie przygnębiający. Dla mnie. Mam 15 lat. Oh, zaskoczenie. Nie chcę się bawić w dwunastolatkę, a sama niedawno byłam przy piersi. Może i (zgodnie z tym co słyszę) jestem minimalnie bardziej dojrzała od moich rówieśników, jednak zdaję sobie sprawę z tego że jestem małą gówniarą, nic nie wiem o życiu i jeśli nie przestanę się użalać nad moim, nie tak do końca tragicznym, życiem, naprawdę źle skończę. Prawda jest taka że wszystko mi wisi. Pustka emocjonalna i te sprawy. Zakochałam się rok temu i skończyło się bardzo nieprzyjemnie. Od tego czasu nic nie czuję. Nic mnie nie cieszy i nie spotykam się ze znajomymi. Kiedyś byłam duszą towarzystwa. Staram się, bardzo, by znowu tak było. Ten blog= motywacja. Tak to sobie wymyśliłam. Czas pokaże czy się nie myliłam.
Naprawdę nie mogę narzekać na moje życie, mieszkam z mamą, jej chłopakiem i siostrą. Młodszą. Wrzód na dupie, ale zaraża pozytywną energią jak nic. Ja sama, w dobre dni, jestem tętniącą szaleństwem i optymizmem fontanną. Nie lubię siebie, choć mam paru naprawdę dobrych przyjaciół, którym najwidoczniej moje wady nie przeszkadzają na tyle, by się ode mnie odizolować. Widocznie nie jest tak źle.
Tragicznie się odżywiam. Zero konkretów, same słodycze. Chcę schudnąć, ale gdy łapie mnie głód, moja "słaba silna wola" daje się we znaki i chwytam to co najbliżej. A że zwykle jestem wtedy w szkole, sklepikowe jedzenie jest jedynym co może mnie uratować. Plus fakt, że jestem leniwa. I nie chce mi się, potwornie mi się nie chce szykować czegokolwiek. Sięgam po to, co nie wymaga wielkiej pracy włożonej w przyrządzenie.
Jak wyglądam? Blondynka, 170 cm. Przeciętnej urody ( według mnie) jednak mój typ urody, choć nietypowy podoba się wielu osobom, nawet nieznajomym. Ale to o niczym nie świadczy. PONOĆ jestem szczupła. Oh, tak, zdecydowanie KIEDYŚ taka byłam. Nie powiem, że tylko narzekam. Wiem że od marudzenia nogi nie chudną. Ćwiczę, ale okazjonalnie. Nie mam chęci do wysiłku fizycznego. Ale wszystko się zmieni. Wszystkie zmiany wiążę z przeprowadzką.
Przeprowadzka. No tak. Planowana od roku, jednak przez wakacje (prawdopodobnie, a znając moja mamę bardzo wątpliwie) się ziści. Wrocław albo inne zadupie. Licho tam wie.
22:22 a ja jutro mam szkołę. Ostatni dzień właściwie. Pojutrze gala, a w piętek rozdanie świadectw i wziuuum jadę do Sopotu z tatą. Oczywiście wcześniej jeszcze trzy imprezy i spotkania klasowe, bo nie mogą dać mi spokoju i po prostu pozwolić się najzwyczajniej w świecie wyprowadzić oh.
DOBRANOC.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz